Adwokat Nowakowska

Kiedy w wyszukiwarce sieciowej wpiszesz hasło #adwokatnowakowska, to dostaniesz informację o kancelarii, która w nazwie ma moje nazwisko. Czy to daje wiedzę o mnie? Raczej znikomą. Dlatego postanowiłam napisać kilka słów o sobie.

Możliwość spełniania marzeń napędza nasze życie. Kiedy pierwszy raz stanęłam na sali sądowej pomyślałam, że to miejsce dla mnie, to mój żywioł. Lubię walczyć o swoje, lubię wygrywać w tej walce.

Kiedy byłam małą dziewczynką, myślałam, że zostanę aktorką. Później była pora milicjantki, a nawet kierowniczki restauracji w pobliskim Jelitkowie. Żadne z tych i wielu innych marzeń nie przetrwało próby czasu.
Kiedy zdałam maturę, złożyłam dokumenty na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Mimo, że nie miałam w rodzinie nawet tradycji prawniczych udało mi się dostać za pierwszym razem, co w przypadku wydziału prawa jest niewątpliwie sukcesem, bo niektórzy zdają na ten wydział kilka razy.
Pięć lat studiów minęło jak chwila. U ich kresu rozmawiałam z pewnym starszym panem, radcą prawnym, który wcześniej był prokuratorem. To on namówił mnie do próby podjęcia wysiłku dostania się na aplikację prokuratorską. Okazało się, że diabeł nie był tak straszny, jak go wymalowali i chwilę po studiach rozpoczęłam aplikację prokuratorską. Po jej ukończeniu pracowałam w różnych jednostkach prokuratury przez 20 lat przechodząc wszystkie stopnie awansu zawodowego prawdziwych prokuratorów liniowych, bo od szeregowego prokuratora prokuratury rejonowej do stanowiska Prokuratora Apelacyjnego w Szczecinie.
Do Gdańska wróciłam w roku matury swojego starszego dziecka, albowiem stwierdziłam, że życie rodzinne jest ważniejsze niż kariera w prokuraturze, a poza tym, moim marzeniem od zarania mojej prawniczej drogi była własna kancelaria adwokacka. Taka jak na filmach z Holywood.
Dziś prowadzę taką kancelarię. W pracy wspomaga mnie córka, która jest aplikantką adwokacką, a także syn, który, choć dopiero kończy studia prawnicze, to jednak realizuje sporo poważnych zadań godnych prawnika.